Wilkanów - Strona główna

Duchy



WILKANÓW. O tym, że w jednym z tutejszych domów straszy, wiedzą wszyscy mieszkańcy tej wcale niemałej wsi na ziemi kłodzkiej. Indagowani - opowiadają historie powodujące, u co niektórych, gęsią skórkę i stan emocji. Ponoć historie te są prawdziwe...

OPOWIEŚĆ PIERWSZA
- To pan nie wie? - dziwi się kobieta spotkana na mostku. - Tam, na początku Wilkanowa od Bystrzycy Kłodzkiej, stoi taki ładny dom. Na pewno pan trafi. To w nim straszy. Gość wybudował go w miejsce starego. Słyszałam, że przed wojną w tamtym domu zabili księdza, głowę mu ucięli i pochowali w piwnicy. Od tego czasu powraca i straszy. Mieszkanka widząc moje zdziwienie przekonuje, że to nie są fanaberie. Opowiada, iż obecni właściciele na każdą noc wyjeżdżają gdzie indziej mieszkać. Nawet psy zabierają, bo ktoś lub coś pałęta się po mieszkaniu i hałasuje. - Ale jeden starszy mężczyzna, który do nich zawitał i nie wierzył ich opowiadaniom, postanowił pewnej nocy zostać tam. Opowiadał, że nagle rozległ się rumor a później wszystko uniosło się do góry: zasłony, firany, kołdry, szafy, stół. Wszystko! W tę jedną noc osiwiał. Nie został mu ani jeden ciemny włos! Niewiasta jest tak zaaferowana tym, co mówi, że aż się prosi, by ująć ją w kadrze. Nie da rady: - Wie pan, byłam na weselu i mam jeszcze przepity głos. Nie wyjdę ładnie na zdjęciu...

OPOWIEŚĆ DRUGA
W pobliżu sklepu dwie wilkanowianki o czymś rozprawiają. Zapytane o miejsce, w którym straszy, są nawet gotowe do niego zaprowadzić. I jedna, i druga zapewniają, że na pewno w tej wsi cuda się dzieją. Babcia Jola, bo tak się przedstawiła, opowiada, iż w jej mieszkaniu też buszował jakiś duch aż do chwili, kiedy nie zaprosiła do niego miejscowego księdza. - Niech pan się nie dziwi, że piję piwko. Dzisiaj jest tak gorąco - usprawiedliwia się na początek. - Ale z tymi duchami to nie są żarty. Wzięłam mieszkanie po pewnej pani. Taki pokój z kuchnią. Jak wyremontowałam wreszcie ten pokój, to zaczęło w nim coś sapać co noc. Mój mąż najpierw śmiał się ze mnie, ale którejś nocy go obudziłam i razem nadsłuchiwaliśmy. Było to tak, jakby strasznie zmęczony człowiek tchu nie mógł złapać. Nie, nie. Na pewno nie sapał mój mąż, on już do tego siły nie ma. A chciałabym. To było to coś albo ktoś. Dowiaduję się, że poprzedniej lokatorce przytrafiało się widzieć w tym mieszkaniu jak pogrzebacz lewitował lub skakał po kuchni. - Nie było rady. Zaprosiłam księdza, bo pomyślałam, że może za mało się modlę. Przyszedł, poświęcił i skończyły się te cuda. Przynajmniej u mnie. Ale kierownik zakładu, w którym pracuję, opowiada, że w domu, w którym kiedyś mieszkał przy wjeździe do Wilkanowa, straszy. Więcej powie taka jedna pani. Chodźmy do niej - zachęca rozmówczyni.

OPOWIEŚĆ TRZECIA
Dawnymi laty na skraju Bystrzycy Kłodzkiej znajdowała się pończoszarnia. W niej to pracowała dziś emerytowana mieszkanka pobliskiej wsi. Zajęcie wymagało wysiłku i tempa. W akordzie wytwarzano swetry, rajstopy, pończochy. W owym czasie autobusów PKS-u tak dużo nie kursowało, bywało więc, że do domu trzeba było iść. - Raz jak szłam, to od "kartonówki" w moją stronę szedł taki dziwny pies. Miał chód konia, robił dziwne oczy. Aż mi wszystkie włosy dęba stanęły. Mało pięt nie pogubiłam. To coś znikło dopiero przy kapliczce, tam, koło tego starego domu, na którego miejscu stoi ten nowy - opowiada kobieta i przypomina sobie, że innym razem w owym miejscu nagle pojawiła się przed nią kareta zaprzężona w konie. Siedział w niej niezwykle przystojny mężczyzna. - Ten powóz się zatrzymał i facet zapraszał mnie do środka. Coś mi to było podejrzane. Po tym zdarzeniu, jak miałam kończyć pracę wieczorem to już zostawałam do rana. Bałam się. Teraz syn i ludzie mówią, że coś straszy w tym nowym domu. Mówią też, że w czasie wojny zginęli tam żołnierze. To może ich duchy są... Inna zapamiętana historia mówi o tym, że niedaleko tajemniczego miejsca zamordowano Niemkę i zęby jej wyrwano. Potem gdzieś ją tam pochowano. Być może to ona nocami chodzi - przypuszcza wilkanowianka i przekonuje, że wierzy i w życie pozagrobowe, i w duchy.

OPOWIEŚĆ CZWARTA
Kolejni rozmówcy twierdzą, że właściciele feralnego domu od dłuższego czasu starają się go sprzedać za wszelką cenę. Co rusz obniżają jego cenę. Doszło do tego, iż nieruchomość wyceniona na kilkaset tysięcy złotych ma pójść nawet za kilkadziesiąt tysięcy. Operuje się konkretnymi kwotami, w które nie wkalkulowano jednak... wartości rzekomego ducha. - Chcą to puścić za 60 tysięcy. Panie, kupcy przyjeżdżają i czym prędzej odjeżdżają. Z niczym! Coś jednak w tym musi być. Dlaczego by się nie mieli zdecydować na taki dom? - zastanawia się kolejna osoba. Następna sugeruje, że ponoć jest tam zakopany ogromny skarb i dlatego to miejsce jest tak chronione przez siły nadprzyrodzone... Trafiam wreszcie do mężczyzny, który przez wiele lat mieszkał na terenie, na którym teraz rzekomo straszy. Najpierw wzdrygał się przed rozmową, odsyłał do właściciela nowej nieruchomości, w końcu stwierdził, że nie każdego to coś straszy. - Zależy jak kogo się ubierze. Mnie tam nie ruszało absolutnie nic. Wyprowadziliśmy się, bo dom już był tak stary, że mógł się zawalić. Na pewno nie było to przez jakieś duchy. Choć przecież jednego widziałem. Minąłem gościa ubranego w cylinder i smoking, na czarno, miał pod ręką jakieś dokumenty. Nawet powiedziałem w domu, że jakiś urzędnik chyba do nas przyszedł. Wszyscy go szukali, śladu po nim nie było - opowiada starszy człowiek i obrusza się, kiedy sugeruję, że mógł to być wytwór wyobraźni. - To niech tak panu będzie. Może kiedyś pan się z takim wytworem spotka...

OPOWIEŚĆ PIĄTA
Na początku Wilkanowa zwraca uwagę zbudowany w amerykańskim stylu dom. Piętrowy, obszerny, otoczony parkanem, strzeżony przez dwa pokaźne psy. To w nim rzekomo co noc wszystko podnosi się do góry za sprawą ducha. Młody człowiek spotkany na posesji nie jest zaskoczony wizytą dziennikarza: - Ponoć niedawno pokazywano mój dom w którejś telewizji i mówiono o tym, że w nim straszy. Ludzie mają wyobraźnię. Najpierw chodziło im o dom sąsiada. O ten z zamkniętymi żaluzjami. Gdzieś na jakiś czas wyjechał, więc na pewno za sprawą ducha go opuścił - ironizuje. - Teraz ja nie mogę opędzić się od telefonów. Dowiaduję się, że tak tanio chcę sprzedać dom: 50-60 tysięcy. Sam bym kupił. Co za bzdury. Zapewniam, że nikt i nic tu nie straszy. Nie wiem dlaczego komuś zależy na wymyślaniu takich historii. Na pewno nie zamierzamy się stąd wyprowadzić. Czegoż to ludzie nie wymyślą.

OPOWIEŚĆ OSTATNIA
Wierzyć czy nie wierzyć? Rzecz gustu. Jedno jest pewne - w Wilkanowie jest miejsce szczególnych podniet, gdzie wszystko ponoć unosi się do góry. Mniemam, że przy nim to i "Viagra" się chowa. I to za sprawą ducha, którego tylko nieliczni widzieli. Przy letnich upałach, jak te niedawno, wszystko jest możliwe